MARTY
Przytrafiła nam sięrzecz absolutnie niesłychana : zaadoptowaliśmy kota łasucha ! Głównym zajęciem Martiego (nazywanego przez niektórych Harrym), poza budzeniem nas o 05h30 rano, jest towarzyszenie nam w naszej codzienności kulinarnej. Nie zadowala się sucha karma i puszkami dla VIC (Very Important Cat). Kiedy widzi nas jedzących kawałek roquefort, starego mimolette, serowych nachos lub kurczaka z sosem cytrynowo – paprykowym na ostro, staje się całkowicie i absolutnie przytulański.
Czas przygotowywania każdego dania jest u nas dłuższy niż przewidziany w przepisie.Za każdym razem musimy odganiać kota, żeby nie właził w sos, nie pil stojącej w zlewie wody (która jest z pewnością o wiele lepsza niż świeża woda w jego misce), musimy przeganiaćgo, żeby nie zasypiał w zmywarce do naczyń kiedy jesteśmy w sytuacji « danie w piekarniku, bałagan w kuchni, nie jestem ani ubrana ani wymalowana a goście przychodzą za 5 minut ». Czasami muszę tez się bronic, kiedy atakuje sznurki mojego fartuszka. Ale kiedy siada na górnej półce i mruczy bossa-novę, jego wiadomość jest jasna « everything is under control » W takim momencie nic nie zakłóca jego spokoju na górnej grzędzie…"mam nad Wami pieczę"… Rrrrrr… Rrrrrr… Rrrrr...
ERWAN
Mam szansę dzielić moje życie z pasjonatem fotografii, który manifestuje głośno i otwarcie bycie również pasjonatem mojej kuchni. Dzięki jego talentowi i aparatowi fotograficznemu projekt tego blogu mogąujrzeć światło dzienne. To on spogląda krytycznym okiem na moje kreacje, pomaga w doborze menu, gotuje i aktywnie udziela się w strefie estetyki i dekoracji podawanych dań. Ale przede wszystkim ze stoickim spokojem znosi wszelkie moje mniej lub bardziej udane. próby kulinarne.
Jego główna zaleta : jego podniebienie nie rozpoznaje geniuszu molekularnego czekolady. Oznacza to, że kiedy ktoś proponuje nam ciasto czekoladowe, jego porcja ląduje w moim żołądku. To samo dzieje się z wszystkim co zawiera trufle. No dobrze, przyznaje się, pomimo wszystko, miećwielką słabość do fondant au chocolat – jedynego deseru o smaku czekolady, który zasługuje na jego uwagę.
Jak wszyscy wielcy artyści. staje się bardzo nieśmiały, kiedy ma mówić o swoich dziełach. Będąc jego pierwszą fanką,zapraszam i Was do zauroczenia się jego zdjęciami – proponuję Wam odwiedzićjego własny świat na stronie
EWA
Jako dziecko nie miałam w zwyczaju bawić się w kucharzenie. W moim rodzinnym domu jest wielka kuchnia, z dużym piekarnikiem i wszystkimi przyborami kuchennymi, które aż proszą się o używanie ale dla mnie to miejsce służyło tylko do picia herbaty, jedzenia przepysznych kanapek przygotowywanych przez mamę i plotkowania z rodziną.
Gotowanie stało się mojąpasją od kiedy weszłam w wiek „rozumu” i kiedy moja kuchnia zmniejszyła się do rozmiaru lilipuciego. I kiedy piszę lilipuciego to oznacza, że jest ona na prawdę w rozmiarze mini, w przeciwieństwie do mnie samej. Nie mogę na przykład otworzyć zmywarki do naczyń bez przestawienia kosza na śmieci, żeby otworzyćlodówkę, muszę stanąć w przedpokoju, używam drabinki, żeby sięgnąć po większośćrzeczy w szafkach no i oczywiście nie mogę obrócić się dookoła własnej osi z rozłożonymi ramionami (nie, żebym robiła to codziennie ale sam fakt...). Ale uwielbiam swoją mini kuchnię bo zdarzają się w niej cuda.
Mini-piekarnik, czajnik, szpatułki, wszystko znajduje się na wyciągnięciu ręki, nawet okno, którego nie można otwierać bez ryzyka, że Marty ponowi swoją próbę lotu z trzeciego piętra. A od kiedy poświęciłam miejsce ekspresu do kawy, żeby postawić mój najnowszy skarb – robot kuchenny KitchenAid, jest jeszcze lepiej. I jestem pewna, że znalazło by się trochę miejsca na kolejnego robota Magimix i ogromną maszynę do parzenia prawdziwego expresso, o której marzę. Nieprawdaż, Erwan?
Nie mam specjalnych wymagań, jeżeli chodzi o gotowanie. No dobrze, mam lekką słabość do czekolady i pizzy serowej. Ok, ok, ogromną słabość do pizzy serowej. Oprócz tuńczyka w puszce, nie mam nic przeciwko żadnemu składnikowi spożywczemu. Jestem dożywotnio obrażona na tuńczyka w puszce i nie zamierzam już nigdy zamienić z nim słowa. Nie radzę, więc nikomu, kto chce jeść tuńczyka, żeby robił to w moim towarzystwie. Wszystko za sprawą pewnej historii z niezbyt świeżą sałatkąryżową...
Gotowanie jest mojąpasją ale nie utrzymuję z tego swojej rodziny. Moje podejście do gotowania najlepiej oddaje zdanie mistrza kucharskiego Alaina Ducasse „Myślę, że jesteśmy sprzedawcami szczęścia, sprzedawcami przyjemności. Myślę, że pewna forma szczodrości jest niezbędna kiedy jest się kucharzem, należy być szczodrym. Należy dawać, dzielić się i lubić sprawiać komuś przyjemność.
Na mojej stronie internetowej dzielę się zatem z Wami przepisami, które uznam za oryginalne, klasyczne, takie, które należy znać, na każdy moment dnia czy wieczoru, przepisy, które znajduję na innych blogach, w mojej bibliotece kulinarnej, w zapiskach rodzinnych, na stołach innych ludzi. Jeżeli macie ochotę podzielićsię ze mną Waszymi przepisami, czekam z niecierpliwością na maile i z radościąopublikuję je na tej stronie.
teksty i zdjęcia @ les trois cuillères


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz