ach, ta cytrynówka...
W jednej ze swoich książek Johnatan Caroll, jeden z moich ulubionych amerykańskich pisarzy, stworzył postać sprzedawcy lodów. Nazwał tą postać « sprzedawcą szczęścia ». Moim skromnym zdaniem stwierdzam, że nazwa ta idealnie pasuje do wykonywanego przez tą postać zawodu, gdyż nigdy nie widziałam kogoś, kto wychodziłby z lodziarni nieszczęśliwy. Wręcz przeciwnie, kiedy przejdzie się najtrudniejszy etap w procesie dokonania tego słodkiego zakupu czyli dokona się już wyboru smaku i kiedy sprzedawczyni wyciąga w naszym kierunku wafelek wypełniony lodami, twarze ludzkie rozjaśniają się w uśmiechu, nawet kiedy pada. To jakby wróciło się do dzieciństwa, do bezproblemowych momentów życia, do spacerów z dziadkami, którzy rozpieszczali nas pod nieobecność rodziców.
Istnieje we Francji dość szczególna lodziarnia. Jeżeli któregoś dnia będziecie mieli okazję spędzić kilka słonecznych dni na wyspie Ré, jedna z rzeczy, które koniecznie trzeba zrobić to zawitać do « La Martiniere » - lodziarni znajdującej się w miasteczku St Martin. Życzę powodzenia przy wyborze z 160 różnych smaków, pomiędzy którymi znajdziecie klasyczne, czyli takie jak wanilia, śmietana, czekolada ale i również takie jak słony karmel, ziemniak czy… viagra ! Każdy rodzaj jest robiony na miejscu, z produktów lokalnych i bez dodatku sztucznych aromatów czy smaków. Zasięgnijcie zatem porady przed spróbowaniem owych lodów z viagrą ;-)
Przez kilkanaście dobrych lat byłam uczulona na mleko krowie (niedogodność ta ulotniła się z dniem, kiedy zakochałam się w moim mężczyźnie) i mogłam delektować się tylko i wyłącznie sorbetami, produkowanymi na bazie wody, cukru i owoców. No cóż, kozie mleko nijak nadaje się do produkcji lodów, jego charakterystyczny zapach nie nadaje się po prostu do produkcji deserów. Na pierwszą próbę lodów « home made » wybrałam, więc mój ulubiony owoc – mango. Zmodyfikowałam lekko przepis Davida Lebovitza z książki « The perfect scoop » i, według mojego osobistego smakosza i testera udało mi się « zakręcić » czyste cudo – aksamitne, doskonale zrównoważone pomiędzy słodkością a kwaśnością, powoli topniejące w ustach. Czyli dokładnie to, czego potrzeba na zakończenie letniej kolacji i zapadnięcia w słodki sen.
Na 15 ultra-przepysznych kulek:
500 g miąższu mango (świeżego lub mrożonego)
pół świeżego melona «charentais»
100 g brązowego cukru
sok wyciśnięty z jednej cytryny
3 łyżeczki wódki cytrynówki
Włożyć wszystkie składniki do blendera i miksować do uzyskania gładkiej i jednolitej konsystencji. Przelać mieszankę do maszynki do lodów, (schłodzonej uprzednio przez 12 godzin w zamrażalniku) i kręcić przez około 20 minut. Kiedy sorbet jest gotowy, przełożyć do plastikowego pojemnika i zamrozić. Wyciągnąć pojemnik na 5 minut przed podaniem lodów. Uwaga : w momencie spróbowania pierwszej łyżeczki istnieje duże ryzyko, że zostaniecie teleportowani w czasy szczęśliwego dzieciństwa…
teksty i zdjęcia © les trois cuillères
