I tak to właśnie jest. Przychodzi jesień, liście spadają z drzew, a w kuchni zaczynają gościć kolory czerwieni i pomarańczy. Kiedy tylko w sklepie widzę pękatą dynię, wiem, że oto nadszedł czas na zaszycie się w domu i czekanie na Boże Narodzenie. Pomimo bardzo marketingowego wizerunku Pani Dyni, nie kojarzy mi się ona jednak z nie wiadomo dlaczego nagłaśnianym w Polsce i Francji świętem Halloween, przecież święto to nie istnieje w naszej europejskiej tradycji. Dynia kojarzy mi się z pestkami dyni, skubanymi na osiedlowej ławce.
Pyszna, kremowa, aksamitna, dymiąca, z kawałkami chrupiącego bekonu, no i ten pomarańczowy kolor, który rozjaśnia szare, jesienne dni. Sprawy ostatnio nie potoczyły się zbytnio po mojej myśli. Pewnie na moim miejscu każdy zrobiłby coś szalonego, ściął włosy, przefarbował na czerwono, wydał fortunę na torebkę, buty lub nowy zegarek Tag Heuer, ja ugotuję dzisiaj wieczorem zupę krem z dyni a potem pomyślę co dalej. Od kilku miesięcy mam ochotę przemalować drzwi do łazienki na ciemny turkus. I poczekam na grudzień...
Dla czterech osób:
1 kg miąższu z dyni (bez pestek i gniazda nasiennego)
3 ząbki czosnku
2 szalotki
2 lyżki oliwy
1 litr bulionu warzywnego
10 średniej wielkości kurek
150 ml śmietanki kremówki
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka natki pietruszki
sól i pieprz do smaku
szczypta gałki muszkatołowej
Czosnek i szalotki posiekać w drobną kostkę i podsmażyć na 1 łyżce oliwy. Dodać pokrojony w grubą kostkę miąższ z dyni, zalać wszystko bulionem. Gotować około 20 minut. W połowie gotowania dodać tymianek, sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Całość zmiksować i przetrzeć przez sito. Przelać z powrotem do garnka i dodać śmietankę. Zagotować. Kurki podsmażyć na pozostałej oliwie. Rozdzielić kurki na dwa talerze, zalać gorącą zupą i podawać natychmiast. Można dodać trochę podsmażonego bekonu.
teksty i zdjęcia © les trois cuillères
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz