Sobotnie i niedzielne śniadanie to tradycja w naszej rodzinie. Oczywiście, jeżeli jesteśmy poza domem, dostosowujemy się do otaczających warunków ale kiedy mamy weekend tylko dla siebie, lubimy celebrować te ulotne chwile. Jakiś rok temu kupiliśmy za śmieszne pieniądze sokowirówkę. Koleżanka Erwana zdecydowała, że zajmuje ona zbyt wiele miejsca w jej małej kuchni (2 razy większej niż nasza...) i sprzedała nam ją za 20 euro. Obiektywnie stwierdzając, zrobiliśmy na tym niezły interes, gdyż sokowirówka kosztowała ją ponad 100 euro. Cóż, nie będziemy się sprzeczać. Od kiedy mamy ten cudowny sprzęt w domu, nie kupujemy soków w kartonikach, nie zaśmiecamy środowiska zbędnymi opakowaniami. Sokowirówka jest na tyle duża, że nawet nie trzeba bawić się w krojenie jabłek czy marchewek na mniejsze kawałki. Wystarczy je umyć i hop, gotowe do wyciskania. Jedynym minusem jest mycie całego tego bazaru ale kiedy w sobotni ranek popijamy świeżo wyciśnięty sok z grejfruta, pomarańczy, cytryny i kiwi, wiemy, że warto. Jest to zastrzyk energii na cały dzień. Mamy kilka ulubionych «zestawów»:
mango + imbir + marchewka + jabłko
marchewka + seler
grejfrut + pomarańcza + cytryna + kiwi + jabłko
gruszka + brzowskinia
Czasami robimy też smoothies, za pomocą blendera, który to Erwan nabył drogą kupna, pod wpływem nie wiem jakiego impulsu:
mleko + babany
jogurt naturalny + jagody
jogurt naturalny + maliny + truskawki + poziomki
No ale nie tylko świeże soki stanowią o niezwykłości naszych śniadan. To jest po prostu cała ceremonia. Swieża bagietka, słone masło, konfitura z polskich moreli z wanilią z wyspy Reunion, kawa z podgrzanym mlekiem albo herbata z cytrynką albo pseudo cappucino ( w oczekiwaniu na prawdziwą maszynę Erwan zadowala się tym czymś w proszku...) a czasami nawet croissanty i pain au chocolat. Cały ten cyrk trwa jakieś dwie godziny i mamy okazję do prowadzenia rozmów lekkich i przyjemnych. Oczywiście, po takiej obfitości różnych przysmaków, ciężko jest się ruszyć od stołu. Biorąc pod uwagę fakt, że budzimy się dość późno, kiedy kończymy śniadanie jest już zwykle około godziny czternastej. To się nazywa efektywnie zacząć dzień. Ale czyż nie po to stworzono weekend?