Kiedy K i B przylatują raz na rok, ich niezmiennym rytuałem są śniadania "na słono". Jest to zwyczaj nieznany Francuzom i E. za każdym razem nie może wyjść z podziwu, że zamiast pain au chocolat albo brioszki ;-) państwo K. lubią, kiedy ich śniadaniowy stół ugina się od francuskich "specjałów" w typie krewetki, roquefort i inne tarama. Moje ego, balansując na granicy dwóch kulinarnych światów, nie widzi w tym nic dziwnego i zawsze chętnie przyłaczam się do krewetkowej uczty a i kawałek spleśniałego i śmierdzącego sera jest mile widziany na kromce chleba. Do E. to jednak nie przemawia i tylko przygląda się nam nieufnie, popijając swoją kawę z mlekiem, w której macza kanapkę z dżemem. Coż, co kraj to obyczaj.
Krewetki uwielbiam. Owoce morza uwielbiam. Nawet do ostryg się ostatnio przekonałam, mimo, że od wielu wielu lat nie miałam ich w ustach, po tym jak spektakularnie zwróciłam na przedsionku zawartość całej kolacji. Ale cóż, gusta się zmieniaję. Jak mawia mama Ela, "tylko krowa nie zmienia przyzwyczajeń".
No ale wróćmy do krewetek. Mam o tyle dobrze, że mieszkając we Francji, świeże krewetki kupuję na ryneczku praktycznie przez cały rok. Najbardziej lubię te królewskie czyli gambas. Podaję zazwyczaj trzy sztuki na osobę, co jest równowartością sporego steku z wołowiny. Podsmażone na oliwie, z odrobiną (cóż, termin "odrobina" jest tu jak najbardziej subiektywny) czosnku i podane z ryżem "sauté" z kolędrą.
dla dwóch osób:
6 mega wielkich ogromnych krewetek
2 ząbki czosnku
oliwa do podsmażenia
200 g ryżu
pół pęczka kolendry
sól i pieprz do smaku
1 cm świeżego imbiru (opcjonalnie)
Opłukać krewetki pod bieżącą wodą i osuszyć papierowym ręcznikiem. Ryż ugotować do miękkości. Wymieszać z posiekaną kolęndrą, solą i piperzem. Można też dodać trochę świeżego imbiru. Rozgrzać łyżkę oliwy na patelni i smażyć ryż przez około 10 minut dobrze mieszając. Na osobnej patelni podgrzać oliwę i podsmażyć, przez minutę, posiekany czosnek. Dodać krewetki i smażyć po 5 minut z każdej strony. Podawać natychmiast. Z lampką wytwornego białego wina, bien sûr...
teksty i zdjęcia @ les trois cuillères




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz