22 grudnia 2012

Wigilia czyli pies też człowiek



Gdybym mogła wybierać, to w mojej rodzinie chciałabym być zwierzakiem. Jakimkolwiek czworonogiem. Nie wiem jak to jest u Was ale u nas wszelkie sierściuchy to maja po prostu koci lub psi raj na ziemi. Najlepszy pasztet, najlepsza sucha karma, najlepszy weterynarz w mieście, jedzenie ze stołu, z talerza i to nie tylko z okazji świąt ale tak na codzień. Bambusie, Tinki, Lenki czy inne Romy są traktowane jak członkowie rodziny, konsultowane w sprawach mniej lub bardziej błachych no i oczywiście wszystkie są najmądrzejsze i najpiękniejsze na świecie. Nieustający konkurs piękności. Uwielbiam wracać wieczorem do domu i wtulać się w miękkie futro Martiego. Wychowałam się w domu, gdzie normą było przygarnianie psa z ulicy, ratowanie kota ze złamaną łapą. Ogromny podziw mam też dla weterynarzy, którzy wszystkie nasze zwierzaki leczyli i leczą. Kiedy nasz kot zwany Fretką złapał się kiedyś w pułapkę na myszy i zerwał sobie skórę z połowy ogona, nasz rodzinny weterynarz pan L. operował o 3 w nocy, ze złamaną ręką bo inaczej by się nam kot wykrwawił. 
A kiedy jakiś czworonóg postanawia opóścić ziemski padół, jest to dla wszystkich tragedia. Trwająca miesiącami żałoba oraz zaklinanie się, że już nigdy więcej żadnego zwierzaka... aż po trzech miesiącach znowu się jakaś przybłęda położy na wycieraczce, spojrzy tymi pełnymi ufności w rodzaj ludzki oczami no i jak tu nie przygarnąć?



W ferworze świątecznych przygotowań na kulinarnych blogach ani razu nie natknęłam się na wpis o tym, jak w tym okresie gotuje się dla zwierząt. A przecież pies też człowiek. I jeżeli każdy z Was, tak jak ja, czeka od maleńkiego, że w ten wigilijny wieczór Burek czy Kizia przemówią, to podarujcie im domowej produkcji ciasteczka a wtedy opowiedzą Wam jak dużo miłości wypełnia ich serca, i że skrobanie o 6h rano w drzwi naprawdę oznacza, że chce im się siku, inaczej chętnie zostałyby w ciepłym łóżku, a nie ponaglały żeby na ten mróz i deszcz i śnieg...




Na 50 ciasteczek:

2 szklanki mąki
1 szklanka polenty
1/4 szklanki suszonych kiełków pszenicy
2 pokruszone kostki rosołowe (kurczakowa, z wołowiną, rybna, ta ulubiona przez Waszego zwierzaka)
1 duże jajko
łyżka oleju
3/4 szklanki ciepłej wody

Nagrzać piekarnik do 135°C.  Wymieszać suche składniki i stopniowo dodawać jajko, olej i wodę. Zagnieść ciasto na masę jak na kruche ciasteczka. Rozwałkować na posypanej mąką stolnicy. Wykrawać formy jakie się chce. Piec przez około 2h, aż będą suche i twarde. 

Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.


tekst i zdjęcia @ les trois cuillères


3 grudnia 2012

babyfood/ od 12 miesiąca / pomarańczowo i imbirowo

zapiekanka z batata, mleczka kokosowego, kolendry i imbiru
  
Od kilku dni Mały Człowiek nieprzerwanie budził się około godziny 5 nad ranem, utrudniając życie kotu. Marty, twierdząc, że skoro jeden z domownikow jest już obudzony, to ma prawo do głośnego deklarowania, że jego żoładek jest przeraźliwie pusty, bo przecież ostatni pasztecik i ostatnią porcję suchej karmy dostał całe 5 godzin temu. Mały Człowiek uznał w tym samym czasie, że skoro kot domaga się wszech i wobec potężnej dawki jedzenia, żeby mieć zapas energii na nicnierobienie, to i on może otrzymać to, co jest najfajniejsze o 05h rano: gramolenie się do naszego łóżka i zabawa w statki, przewracanki, śpiewanie w sobie tylko zrozumiałym języku i inne czyności wymagające kompletnego wybudzenia mózgu z beauty sleep, w który przecież dopiero co zdążyłam zapaść.
 

 
Kiedy po tygodniu takiego porannego wstawania, którego przecież nigdy nie byłam wielką zwolenniczką, zaczęłam przypominać zombie, takie z podkrążonymi i przekrwionymi oczami, bladą cerą i trzęsącymi się od kawy rękami, powiedziałam BASTA! Opcja wczesnego chodzenia spać nie wchodziła u mnie w rachubę, kiedy bowiem znalazłabym czas na oglądnięcie kolejnych odcinków Dextera, Gossip Girl, The Good Wife i Vampire Diaries? Trzeba było działać.
Po wyeliminowaniu wszelkich czynników typu: picie, kupa, siku, gorączka, wypadnięty smoczek, niewyprasowane prześcieradło, czy też cień misia, który mógłby przypominać jakiegoś potwora lub stracha, dotarło do nas, że Mały Człowiek po prostu jest głodny. Ze ten młody, aktywny wulkan energii potrzebuje kalorycznych zapasów, żeby jakoś przetrwać noc. Zwykłe purée z marchewki i drobnego makaronu po prostu nie starczało.
 
 
Wtedy z pomocą przyszedł batat czyli baaardzo słodki i pomarańczowy ziemniak. Zwykle używam go, kiedy przygotowuję potrawy z Dalekiego Wschodu. Doskonale nadaje się do mieszania z takimi przyprawami jak imbir czy z mleczkiem kokosowym. Wykorzystałam, więc okazje, żeby wprowadzić te dwa elementy w skład diety Małego Człowieka. Są one dosyć charakterystyczne i nie byłam pewna, czy Mały Człowiek, przyzwyczajony raczej do rodzimej kuchni, da się skłonić do przełknięcia takiej nowości. Poszło "jak po maśle". Nie trzeba mu było dwa razy powtarzać, to raczej Mały Człowiek domagał się kolejnej i kolejnej łyżeczki, używając jednego z dwóch słów, które na razie zapadły mu w pamięć czyli "encore" (jeszcze). Nie zdąrzył przełknąć jednej porcji, już domagał się następnej.
 
 
Okazało się, że problem tkwił w fakcie tak banalnie prostym: Mały Człowiek był głodny. Kiedy rano obudziłam się sama z siebie o 07h30, spał sobie spokojnie. Marty chyba też zrozumiał, że zabawa się skończyła i ośmielił się miałczec dopiero kiedy weszłam do kuchni, żeby zaparzyć sobie kubek herbaty. Po raz pierwszy od tygodnia byłam wyspana.
 
 
Z jednego batata wyszły mi dwie porcje. Dodałam, więc do tej pozostałej troszkę zmielonego mięsa królika i w ten sposob dziecko dostało pyszny obiadek.
 
na 2 porcje
 
1 batat
250 ml mleczka kokosowego
szczypta pieprzu
szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
0,5 cm świeżego imbiru
1 małe jajko
50 g świeżo startego parmezanu
100 g ugotowanego na bardzo miękko makaronu (mini - kolanka)
2 łyżki bułki tartej
  
udko królicze (opcjonalnie, na obiad)
 
Batat pokroić na małą kostkę i ugotować do miękkości w mleczku kokosowym. Nagrzać piekarnik do 180°C. Odcedzić batat i rozgnieść  na purée. Wymieszać z pieprzem, gałką muszkatołową, drobno posiekanym imbirem, roztrzepanym jajkiem i 3/4 parmezanu, makaronem i mięsem królika. Wyłożyć masą naczynie żaroodporne. Posypać bułką tartą i resztką parmezanu. Zapiekać przez 20 min.
 
 
Przyznaję się, że podjadałam zapiekankę, karmiąc Małego Człowieka. W wersji "dla dorosłych" dodałabym więcej imbiru no i całe mnóstwo czosnku...
 
teksty i zdjęcia @ les trois cuillères
inspiracja: magazyn Saveurs